Sofa – kącik literacki

„To nie sofa, to moja sąsiadka” – kącik literacki

Siedzę u siebie w domu, na sofie i korzystam z bycia samemu. I jedna tylko rzecz zakłóca mi tę sielankę. Sąsiadka z góry. Cały dzień drze japę, znaczy się z kimś rozmawia. Gada tym swoim niskim i wkurzającym głosikiem do kogoś, kogo nie słyszę. A to o kimś kto świnią jest w jej mniemaniu (używa słów innych), o tym, że ktoś jest winien jej pieniądze a jej siostra ma ich za dużo. Ona za mało jak sądzę. O tym, że mąż jest głupim ch… . Wtóruje jej w tych wypowiedziach płacz małego dziecka. Lecz ona się tym zbytnio się nie przejmuje. A ja to wszystko słyszę i coraz bardziej się gotuję. Nie, nie wytrzymam tego dłużej. Idę piętro wyżej, naciskam dzwonek .. czekam. Otwiera. Patrzę na nią ze złością (pierwszy raz widzę tę gębę) i mówię : może pani wreszcie się zamknąć, bo nie mieszka pani sama? Ja wszystko piętro niżej słyszę. Nie życzę sobie !!! Na krótko zalega cisza.
„A ja sobie życzę” – sąsiadka odpowiada. Wpycham ją do mieszkania, drzwi za sobą zatrzaskuję, już nic nie mówię. Ona się drze jak opętana. Krótko się szarpię, łapię za głowę i jednym silnym szarpnięciem, kark jej łamię (tak jak na filmach amerykańskich). Osuwa się bezwładnie i jak wór opada mi pod nogi. Zalega cisza. Wszystkiemu mąż jej się przygląda. I widzę jak oczy robią mu się szkliste. Łezka za łezką się pojawia. Po chwili krótkiej, zaczyna szlochać prawie. Szarpanym głosem, od tego szlochu chyba, mąż mówi do mnie – dziękuję panu. Już dawno … chciałem to zrobić.

21.11.2014